Ginęli jeden po drugim czy ten sam scenariusz spotka Piotra Kijanka?

0
63986

1. Paweł Kania. Zaginął 19 listopada 2008, odnaleziony rok później w Wiśle.
2. Marcin Kajda. Zaginął 1 czerwca 2009, odnaleziony tydzień później w Wiśle.
3. Łukasz Kaczyński. Zaginął 5 listopada 2009 na Podgórzu, odnaleziony za miesiąc w Wiśle.
4. Paweł Krasny. Zaginął 10 czerwca 2011, znaleziony martwy w Krakowie.

Co ich łączy?

1. Są związani z branżą IT – GoldenLine i LinkedIn
2. Ich nazwisko zaczyna się na K
3. Ten sam rocznik – 1983 – pierwszy miał 25 lat (2008), ostatni 28 lat (2011)
4. Mieszkają lub studiują w Krakowie
5. Giną co pół roku-w listopadzie i czerwcu
6. Prawdopodobnie chodzili do klubów, zwłaszcza jednego obok rzeki.

Kania, Kajda, Kaczyński, Krasny i Kijanka z Krakowa.

Paweł Kania zaginął 9 czerwca 2011 r. Paweł uzyskuje kolejny certyfikat do swej imponującej kolekcji – zdaje egzamin z Linuxa. Zapowiada się na świetnego informatyka, rynek pracy stoi przed nim otworem. Od dziecka interesowały go komputery, dlatego bardzo cieszył się, gdy rodzice sprawili mu jego własny. Nic nie zapowiada, że dzień kolejnego sukcesu Pawła rozpocznie koszmar jego bliskich, który trwał nieprzerwanie 3 lata. Feralnego czwartku o godzinie 18.30 z Pawłem rozmawia telefonicznie jego siostra Anna. Jest zadowolony, cieszy się z uzyskania kolejnego potwierdzenia swoich kwalifikacji. Nie planuje jednak szczególnie uczcić sukcesu ze względu na perspektywę spędzenia kolejnego dnia w pracy. Była to ostatnia rozmowa Pawła z rodziną.

 

Mimo to ok. 20.00 wychodzi z mieszkania i idzie spotkać się ze znajomymi na krakowskim rynku. Co sprawia, że nagle zmienił swoje plany? W mieszkaniu zostawia włączony komputer i niedopitą herbatę, ot tak, jakby miał za chwilę wrócić. Nawet jego współlokator nie orientuje się, że Paweł opuszcza lokum.

Podczas imprezy Paweł wychodzi bez pożegnania. Koledzy znajdują jednak na barze jego portfel i zawracają go z powrotem do klubu, a on w podziękowaniu stawia im po piwie. Bawią się do późna. Po 1.00 w nocy opuszczają lokal i udają się na przystanek autobusowy Teatr Bagatela. Tam ich drogi się rozchodzą. Paweł twierdzi, że wróci do domu taksówką. Kolega widzi go, jak oddala się od przystanku i chwilę później traci go z oczu…
Nie udało się ustalić, czy Paweł rzeczywiście wsiadł do taksówki, czy wybrał drogę pieszą.

Żaden taksówkarz ani kierowca autobusu tej nocy nie widzieli chłopaka przypominającego Pawła. Ślad urywa się w okolicy przystanku, na którym rozstał się ze znajomymi. Potwierdza to zapis monitoringu. Od tego momentu nikt już Pawła nie widział. Do rodziny Krasnych informacja o zaginięciu syna i brata dotarła po dwóch dniach. Telefon Pawła nie odpowiada. Podobno jeszcze na imprezie aparat komórkowy upadł mu i uległ zniszczeniu. Bilingi to potwierdzają – telefon nie logował się do sieci, kiedy Paweł był jeszcze w klubie ze znajomymi.

Koledzy Pawła zostali przesłuchani, a tereny przeszukane. W trakcie akcji poszukiwawczej użyto śmigłowca i psów tropiących. Nie trafiono na żaden ślad Pawła. Jego rodzice poprosili o pomoc jasnowidza, który stwierdził, że mężczyzna nie żyje i wskazał miejsce ukrycia jego zwłok. Nie odnaleziono tam jednak ciała.

Co stało się z Pawłem?

Według jego bliskich samobójstwo nie wchodzi w grę. Był szczęśliwym, młodym mężczyzną pełnym planów na życie. Chciał dalej kształcić się na studiach podyplomowych, założyć własną firmę, kupić mieszkanie. Nie miał żadnych powodów, aby targnąć się na własne życie.
Śledczy także szybko odrzucili tę hipotezę i ze względu na nietypowe okoliczności zaginięcia prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa. Jaki jednak byłby motyw odebrania życia z nikim nieskonfliktowanemu chłopakowi? Jedna z przyjętych hipotez zakłada, że Paweł stał się przypadkową ofiarą napadu. Okolica, którą musiałby iść, gdyby wybrał się pieszo, nie należy w Krakowie do najbezpieczniejszych. Nikt jednak nie posłużył się dokumentami chłopaka, a z jego konta bankowego nie wybrano żadnych pieniędzy. Poza tym przypadkowe napady charakteryzują się raczej pozostawieniem napadniętej osoby. Napastnicy nie zadają sobie trudu, aby ukryć ciało, a przynajmniej nie na tyle skutecznie, aby nie można było go odnaleźć w stosunkowo krótkim czasie. Zależy im przede wszystkim na zabraniu cennych rzeczy osobistych i jak najszybszej ucieczce z miejsca zdarzenia.

Inna wersja mówi o tym, że Pawła potrącił samochód, najprawdopodobniej śmiertelnie. Być może kierowca był pod wpływem alkoholu i obawiając się o konsekwencje swojego czynu wciągnął Pawła do samochodu i pozbył się ciała. Jest to jednak jedynie przypuszczenie. Nie znaleziono żadnego śladu, który mógłby popchnąć śledztwo w tym kierunku.

Zagadką pozostaje także tajemnicza wizyta jego byłej dziewczyny w noc przed zaginięciem. Około północy, do mieszkania Pawła zapukała Ania, dziewczyna, z którą rozstał się kilka miesięcy wcześniej. Nie otworzył jej drzwi. Po kilku dniach od jego zaginięcia wyjechała do Anglii, gdzie po miesiącu zmarła. Siostra Pawła twierdzi, że okoliczności jej śmierci są niejasne. Policja nie przesłuchała Anny. Uznała, że fakt bycia BYŁĄ dziewczyną nie wniesie nic do sprawy. Czy wiedziała coś, co mógłby przyczynić się do wyjaśnienia jego tajemniczego zniknięcia? Czy przyszła go przed czymś ostrzec, a gdy dowiedziała się, że zniknął, postanowiła uciec z kraju z obawy o własne bezpieczeństwo?

Paweł Krasny, 28-letni informatyk z Leżajska zaginął w Krakowie latem 2011 roku. W dniu zaginięcia również zdał trudny egzamin z oprogramowania informatycznego, nie miał jednak ochoty do świętowania, ponieważ następnego dnia musiał wstać do pracy. W końcu dał się namówić znajomym na wspólne wyjście na krakowski rynek. Po godzinie pierwej w nocy znajomi Pawła wsiedli do nocnego autobusu, a on poszedł złapać taksówkę. Kamera monitoringu uchwyciła go w okolicach Lotu na ul. Basztowej. I tu ślad się urywa.

Przełom nastąpił dopiero po 3 latach. W październiku 2014 roku budowlańcy w okolicach ul. Siewnej na Prądniku Białym natrafili na ludzką czaszkę, szkielet i portfel. Badania DNA potwierdziły, że szczątki należą do zaginionego Pawła Krasnego. Śledczy przyjęli dwie hipotezy. Pierwsza zakłada, że ktoś napadł Pawła, a następnie podrzucił jego zwłoki w mało uczęszczane miejsce przy nasypie kolejowym. Natomiast według drugiej młody informatyk wpadł pod pociąg, a jego ciała nikt nie zauważył.

Teraz pojawia się kolejna szansa na wyjaśnienie zagadki śmierci Pawła. Badania potwierdziły, że 28-latek zginął od ciosów w głowę, a to z kolei może wskazywać na zabójstwo.
I tu pojawiaja sie wielkie znaki zapytania. Badania wykazały że młody informatyk zginął od ciosów w głowę. „– Przyczyną śmierci były obrażenia czaszkowe –” mówi Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Śledczy czekają jednak na kolejne opinie biegłych, które pozwolą ustalić mechanizm śmierci 28-latka.

Jednak drugie badanie wykazało, że urazy, w wyniku których zginął informatyk Paweł Krasny, nie powstały w wyniku działania osób trzecich-stwierdził biegły powołany przez prokuraturę. Rodzina nie dowierza. – Miał połamane ręce, miednicę i pęknięty mostek. Sam sobie to zrobił?

– Z dokładnością do 99 proc. biegły orzekł, że uraz, którego doznał mężczyzna, nie miał charakteru czynnego, ale bierny-poinformowała Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Uraz „bierny” oznacza, iż nie powstał w wyniku działania osób trzecich. Z opinii wynika więc, że Paweł Krasny najprawdopodobniej przewrócił się-stąd obrażenia głowy. – Wykluczono też wypadek kolejowy, gdyż w nocy, gdy mężczyzna zaginął, nie kursowały tą trasą żadne pociągi. Ustalono kierowców autobusów, którzy jeździli tego dnia i oni będą przesłuchiwani-dodaje prokurator Marcinkowska.

– Gdy pokazaliśmy te obrażenia lekarzowi, stwierdził, że Paweł musiał być katowany. W pierwszej opinii napisano, że musiały powstać w wyniku działania osób trzecich-mówią bliscy zmarłego.

Jednak druga opinia, dotycząca mechanizmu powstania obrażeń, wykazała co innego. Rodzina Pawła jest załamana. – Zbadano tylko obrażenia głowy, i to nie wszystkie, bo tylko przy końcach jej podstawy. Co z pozostałymi? Skoro miał zapadnięty oczodół, musiał go ktoś uderzyć. Rąk i miednicy też przecież nie połamałby sobie sam, przy upadku. A na koniec jeszcze sam musiałby się zakopać-przekonują krewni Krasnego.

Szkielet informatyka był zawinięty w koc. Rodzina 28-latka opowiada, że został na miejscu, gdzie znaleziono szczątki. Nie zbadano go pod kątem śladów kryminalistycznych.

Marcin Kajda

W Krakowie w nocy z soboty na niedzielę 30/31 maja zaginął 25-letni Marcin Kajda. Poszukiwany mężczyzna był widziany po raz ostatni w „Drukarni” przy ulicy Nadwiślańskiej w Krakowie.
Odnaleziony tydzień później w Wiśle.

Łukasz Kaczyński, mężczyzna zaginął w listopadzie 2009 roku, gdy wyszedł w nocy do sklepu. Ciało 25-latka odnaleziono miesiąc po jego zaginięciu w zbiorniku wodnym Przewóz w miejscowości Brzegi. Przy mężczyźnie znaleziono portfel, a w nim dowód osobisty. Jego tożsamość potwierdził brat. – Sekcja zwłok nie wykazała, by udział w zatonięciu Łukasza miały osoby trzecie, mężczyzna nie miał żadnych obrażeń. Prawdopodobnie było to samobójstwo albo nieszczęśliwy wypadek-mówi Anna Zbroja z zespołu prasowego małopolskiej policji.

Łukasz Kaczyński pochodził z Lubelszczyzny. W Krakowie od pięciu lat studiował informatykę, od dwóch lat wynajmował z dziewczyną mieszkanie na Podgórzu. Zaginął w nocy z 4 na 5 listopada. Wyszedł do sklepu po papierosy. Ostatni ślad, jaki po nim pozostał, to nagranie ze sklepowej kamery. Widać na nim, że coś kupuje, potem oddala się w stronę placu Bohaterów Getta. Tu trop się urwał. Rodzina i dziewczyna mężczyzny rozkleili plakaty w całym mieście, informacje o jego zaginięciu pojawiły się też w internecie, mediach. – Łukasz nie miał z nikim zatargów, kończył studia, miał stabilną pracę. Coś musiało się wydarzyć-mówiła jego dziewczyna.

W czerwcu także w rejonie Podgórza zaginął 25-latek. Mężczyzna wyszedł z klubu przy ulicy Nadwiślańskiej i już nie wrócił do domu. Jego szczątki zauważyła przypadkowa osoba w Wiśle tydzień później.

Piotr Kijanka również zatrudniony w LinkedIn, trwają poszukiwania. Mężczyzna ostatni raz był widziany 6 stycznia, kiedy wracał z imprezy na Kazimierzu. Rozważane są różne hipotezy na temat przyczyn jego zaginięcia.

W ubiegłym tygodniu poszukiwania Piotra Kijanki skupiły się w rejonie krakowskiego Kazimierza. Do pomocy użyto psów tropiących z saksońskiej policji. Podjęty przez nie trop pokrywał się z trasą przejścia zaginionego, jaką zarejestrowano na kamerach monitoringu.

Sprawa Piotra Kijanki od 6 lutego jest wyjaśniana przez krakowską policję. Funkcjonariusze przesłuchali kilkudziesięciu świadków oraz w dalszym ciągu przeszukują Wisłę.

Rejon, przy którym po raz ostatni był widziany Piotr Kijanka,był także sprawdzany, przez specjalne psy tropiące z Niemiec. I choć od zaginięcia 34-latka miną niedługo trzy tygodnie, to policjanci cały czas mają nadzieję, że finał poszukiwań okaże się szczęśliwy. – M.in. w ubiegłym tygodniu wykonywano czynności w rejonie krakowskiego Kazimierza. Do pomocy w poszukiwaniach użyto psów tropiących z saksońskiej policji. Podjęty przez nie trop pokrywał się z trasą przejścia zaginionego, jaką zarejestrowano na kamerach monitoringu. Wg świadków zaginiony był widziany ostatni raz pod Mostem Kotlarskim, gdy szedł ścieżką wzdłuż Wisły w kierunku Dąbia – opisuje Sebastian Gleń, rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej policji w Krakowie.

Kolejny mężczyzna, który jest w podobnym wieku, również rozpływa się w powietrzu.

Remigiusz Baczyński nadal poszukiwany.

Po południu 30 grudnia Remigiusz Baczyński pożegnał się ze swoją narzeczoną Joanną i wyszedł z domu na osiedlu Na Skarpie. Poszedł na firmowe spotkanie noworoczne do klubu Lizard King w Toruniu. Organizatorem była jego firma produkująca pocztówki, w której Remigiusz pracował od roku jako magazynier. Wiadomo, że 29-latek wyszedł z klubu 40 minut po północy. Wcześniej szarpał się z jakimś chłopakiem, po czym został wyproszony z lokalu. O pierwszej godz. do mężczyzny dzwoniła narzeczona, ale Remek już nie odbierał. Sygnał jednak był. – Dwie godziny później już komórka głucho milczała – mówi narzeczona mężczyzny Joanna.

Ok. godz. 00.40 Remek szedł ulicą Kopernika w stronę placu Rapackiego, był sam. Widać to na nagraniu, które udostępnił Joannie jeden z hoteli na starówce. Narzeczona podkreśliła, że to była najkrótsza droga do domu. Wiadomo, że starym mostem przeszedł na lewą stronę Wisły, aż w końcu doszedł do punktu widokowego. Co stało się potem? Kiedy sprawę Remka nagłośniono, na tarasie widokowym na Majdanach znaleziono jego klucze. – Nie mają smyczy ani przypinki. Wygląda to tak, jakby ktoś je oderwał – cytuje Joannę Wenderlich portal pomorska.pl. Klucze znalazł pewien mężczyzna. Leżały na ławce znajdującej się na punkcie widokowym. Kiedy mężczyzna przyszedł do domu, jego żona powiedziała, że mogą mieć związek z zaginionym. Małżeństwo od razu skontaktowało się z bliskimi Remka. Remek nadal jest poszukiwany.

Źródło: wyborcza.pl / Julia Maciejewska ŚLEDCZY24