Ksiądz kamerował dzieci z ukrycia w przebieralni i na plaży. „Żyje w stresie, a to mnie uspakajało”

0
718

Niecodzienny sposób na łagodzenie stresu znalazł ksiądz z parafii w Wielączy pod Zamościem. Zboczeniem w sutannie nagrywał dziewczynki w przebieralniach i na plaży. Przed sądem tłumaczył się, że jego zdaniem to nic złego, bo ciągle żyje w stresie, a widok dziewczynek na nagraniach łagodzi ten stres.

Cała historia zaczęła się latem 2017 roku. Łukasz P. podczas pobytu w Chorwacji miał nagrać telefonem nagą dziewczynkę w przebieralni. Kiedy ten incydent wyszedł na jaw, zatrzymano wikarego, który od razu przyznał się do winy. Przy okazji konfiskaty telefonu, zarekwirowano również jego laptop, na którym znaleziono materiały pornograficzne z udziałem nieletnich poniżej 15. roku życia. To kilkadziesiąt filmów nagrywanych z ukrycia w miejscach takich jak toalety czy przymierzalnie.

Prokuratura Okręgowa w Zamościu poinformowała, że w czasie przeszukania duchownego, znaleziono kilka miniaturowych kamer oraz dyski i komputery, na których oskarżony przechowywał 250 zdjęć i 7 filmów — także z udziałem nieletnich.

– Podejrzany przyznał się i złożył obszerne wyjaśnienia. Dalszej części wyjaśnień nie ujawniamy – mówi prokurator Bartosz Wójcik w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.

Według nieoficjalnych informacji ksiądz tłumaczył swoje postępowanie ciężką pracą i stresem. Wikary Łukasz P. usłyszał już zarzut posiadania pornografii z udziałem nieletnich. Grozi mu za to do pięciu lat pozbawienia wolności.

Teraz śledczy będą starali się dotrzeć do osób uwiecznionych na filmach wikarego, ponieważ tylko na wniosek oskarżonych można ścigać przestępcę, który utrwala wizerunek nagiej osoby bez jej zgody, za co dodatkowo grozi od 3 do 5 lat więzienia. Oprócz tego policjanci sprawdzą, czy ksiądz nie publikował nagrań z nieletnimi w sieci — za rozpowszechnianie takich treści będzie groziło mu 8 lat pozbawienia wolności.

Oskarżony Łukasz P. musiał opuścić swoją parafię w Wielączy. Teraz jako rezydent został przeniesiony do parafii w Tyszowicach.

Źródło: WP, Dziennik Wschodni