Przez lata katował zwierzęta. Grozi mu nawet pięć lat więzienia

0
152

Stefan D. nie usłyszał w czwartek (12.10) wyroku za znęcanie się nad zwierzętami. Sąd dopatrzył się kolejnych przewinień i postanowił zmienić kwalifikację czynu. Teraz grozi mu 5 lat więzienia.

— Wyrok nie zapadł dziś, ponieważ sędzia dopatrzył się jeszcze jednego przewinienia — mówi Monika Hyńko, inspektor do spraw ochrony zwierząt OTOZ Animals w Braniewie. — Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 14 listopada.

Pierwotnie Stefanowi D. groziły dwa lata więzienia. Po zmianie kwalifikacji czynu oskarżony może spędzić za kratami nawet 5 lat. Oskarżony nie pojawił się w sądzie.

***

Przypomnijmy, o sprawie okrutnego „hodowcy” zwierząt pisaliśmy m.in. we wrześniu 2014 roku. To właśnie wtedy rozpoczął się proces Stefana D., gospodarza z Cielętnika w gminie Braniewo, który został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem.

Gospodarstwo, które prowadził, inspektorzy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami nazywają farmą grozy. Tragedia zwierząt rozgrywała się tam nieprzerwanie przez wiele lat! Dopiero dzisiaj w Sądzie Rejonowym w końcu ma zapaść wyrok w tej sprawie.

— Prokurator chce kary bezwzględnego pozbawienia wolności — informuje Monika Hyńko, inspektor do spraw ochrony zwierząt. — Stefan D., obywatel Niemiec w Cielętniku, od wielu lat prowadził gospodarstwo, w którym trzymał zwierzęta gospodarskie i zwierzęta domowe. Przez wiele lat zwierzęta rodziły się w tym gospodarstwie zagłodzone lub zakatowane umierały. Przez wiele lat człowiek ten czuł się bezkarny. Aż do teraz — dodaje.
I podkreśla, że czas ma tu ogromne znaczenie. Bo gdyby to wszystko trwało krócej, to więcej zwierząt mogłoby… przeżyć

Zwierzęta gospodarskie, o których mowa, to kilkadziesiąt koni, krów, indyków, świń oraz owiec. Na zdjęciach z interwencji OTOZ Animals leżą z otwartymi ranami, we własnych odchodach, wygłodzone tak, że widać im wszystkie kości, lub martwe. Tych zdjęć nie pokazujemy, bo po prostu nie da się patrzeć na wyrządzoną żywym stworzeniom krzywdę.

Po raz pierwszy martwe zwierzęta w tym „gospodarstwie” znaleziono w 2007 roku. Były to świnie, konie i zagłodzone krowy. Od tego momentu rozpoczęła się walka o to, żeby winowajca został ukarany.

— Od grudnia 2009 roku, czyli od powstania braniewskiego Inspektoratu OTOZ Animals, przeprowadzaliśmy w Cielętniku wiele interwencji, zgłaszaliśmy organom ścigania — mówi Monika Hyńko. — W 2012 roku OTOZ Animals zgodnie z decyzja wójta gminy Braniewo odebrało Stefanowi D. zagłodzoną klacz. Klacz z bardzo masywnym uszkodzeniem tkanek mięśniowych, nerek, z pogarszającymi się parametrami życiowymi — wylicza Hyńko.

Niestety, klacz nie przeżyła, podobnie jak dziesiątki innych zwierząt z tej farmy. Z kolei po pierwszej interwencji animalsów sąd w Elblągu skazał Stefana D. na karę zaledwie 2,5 tys. zł grzywny. Nie pomogło, a „gospodarz” nadal głodził i katował zwierzęta. To był dopiero początek wieloletnich działań. Policja oraz prokurator zostali powiadomieni o znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwie nad zwierzętami przez Stefana D..

Jednak do najpoważniejszej interwencji OTOZ Animals doszło 3 kwietnia 2013 roku. Wtedy animalsi razem z policją odebrali zwyrodnialcowi 33 konie, siedem krów i trzy psy. Niektóre konie miały otwarte rany, a krowy brodziły w grubej warstwie własnych odchodów. Dwie były w stanie krytycznym. Jedna miała złamaną miednicę i bezradnie czołgała się po ziemi. Jak wykazały kontrole, psy w gospodarstwie karmione były śrutą i padłymi zwierzętami. Interwencja trwała 12 godzin.

W listopadzie 2013 roku prokurator zarzucił Stefanowi D. znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. OTOZ Animals jest oskarżycielem posiłkowym w tej sprawie. 12 października sąd zdecyduje, jak ukarać zwyrodnialca.

Źródło / gazetaolsztynska.pl