Makabryczny sekret Marty wyszedł na jaw. Robiła to dla kasy!

0
1672

To, co ze zwierzętami robiła mieszkanka Elbląga Marta K. (32 l.), budzi przerażenie! Kobieta w bestialski sposób dorabiała sobie do renty – przyjmowała zwierzęta od ludzi, którzy nie mogli ich już trzymać, a potem topiła w pobliskiej rzece! Rzeczy pozostałe po psach, kotach czy chomikach sprzedawała. Według śledczych może mieć na sumieniu żywot kilkudziesięciu zwierząt!

Nikt nie wie, jak długo trwałby ten horror, gdyby nie przypadek. W marcu zaginął trzyletni piesek – york Tekila (3 l.) należący do Marty Markisz (19 l.) z Elbląga. Ktoś znalazł pieska i umieścił w internecie ogłoszenie, że czeka na swojego pana. Niemal natychmiast zgłosiła się kobieta. Przedstawiła się jako właścicielka i odebrała pieska.

Kilka dni później na ogłoszenie trafiła prawdziwa właścicielka yorka. – Natychmiast zadzwoniłam pod podany numer, ale usłyszałam, że psa już ktoś odebrał! – opowiada Marta. – Powiadomiłam policję!

Sprawą zajęła się aspirant Iga Sozoniuk (36 l.), zwana psim detektywem. Dziewczyna i jej york mieli szczęście, bo pieska udało się ocalić. Ale gdy policjanci wkroczyli do mieszkania Marty K., odkryli szokującą prawdę – znaleźli pozostałości po innych zwierzętach!

Okazało się, że Marta K. przeglądała internet szukając ogłoszeń typu „oddam zwierzaka w dobre ręce”, odbierała psy, koty, chomiki czy świnki morskie i… topiła je w rzece Elbląg, koło której mieszkała. Rzeczy, które zostawały po pupilach – klatki, boksy, posłania czy terraria – wystawiała na aukcjach w internecie.

Śledczy szacują, że w ciągu pół roku mogła pozbawić życia kilkadziesiąt zwierząt! Policjanci postawili Marcie K. zarzuty zabijania zwierząt ze szczególnym okrucieństwem, za co grożą jej 3 lata więzienia. Wciąż poszukują świadków. Proszą wszystkich o kontakt na nr tel. 55 230 16 40.

 

Źródło: fakt.pl / JM