Pogrzeb trójki dzieci i matki w Zelczynie. Po tłumie żałobników przebiegł szloch…

0
984

zdjęcie poglądowe / więcej na FAKT24

Trzy małe, śnieżnobiałe trumienki, jedna obok drugiej, a na końcu trumna matki Aldony S. która z zimną krwią udusiła paskiem swoje dzieci i na koniec się powiesiła. Smutek i łzy żałobników patrzących na śnieżnobiałe trumienki 4-letniej Nadii, 9-letniej Aleksandry i 12-letniego Kamila.

Tłumy żałobników z Zelczyny (miejsce tragedii) przybyły na ceremonię pogrzebową do sąsiadującego Krzęcina. Msza żałobna zgromadziła wielu żałobników nie tylko z Zeleczyn, ale również z sąsiadujących miejscowości, którzy chcieli towarzyszyć w ostatniej drodze całej rodzinie.

Gdy nabożeństwo żałobne rozpoczęły słowa koronki „Ojcze Przedwieczny, miej miłosierdzie dla nas…” po tłumie przebiegł szloch. Ludzie nie potrafili powstrzymać łez w obliczu tragedii, jaka rozegrała się w ich rodzinnej wsi.

– Brakuje słów, aby określić rozmiar tej tragedii. Dlatego najlepiej zachować ciszę. Oddajemy tę sprawę w twoje ręce Jezu wierząc, że Ty znajdziesz rozwiązanie. Dla nas, ludzi jest to niewykonalne – dodał ksiądz.

Na razie nie wiadomo, co było przyczyną tragedii. Sprawę badają śledczy. Mieszkańcy Zelczyny nie mogą uwierzyć w to co się stało. Z ich relacji wyłaniają się dwa oblicza Aldony. – Spokojna, uśmiechnięta od ucha do ucha, każdemu życzliwa – mówią pracownice pobliskiej piekarni. – Można na niej polegać choćby wtedy gdy trzeba było odebrać dzieci z przedszkola – dodają. Są też jednak inne głosy, które mogłyby wskazywać na to, że 36-letnia matka nie radziła sobie ostatnio z przytłaczającą ją codziennością.– Z tego, co wiem od jakiegoś czasu nie pracowała – mówią ludzie. Czy to stało się przyczyną jej kłopotów i początkiem depresji? Nie wykluczone. – Słyszałam, że się leczyła – dodaje jedna z sąsiadek.

Źródło: FAKT24