Założyciel grupy Polska dla Alfie Evans, wyjawia dlaczego rodzina milczy po śmierci Alfie

0
1806

W internecie na portalu społecznościowym powstała grupa dotyczącą sprawy Alfie Evans, chłopca skazanego wyrokiem sądu na śmierć. Założyciel grupy zabrał głos.

Dlaczego Ty oraz pozostałe osoby zajęliście się sprawą chłopca?

Grupa Polska dla Alfie Evans powstała wieczorem we wtorek 24 kwietnia. Był to krzyk rozpaczy i bezsilności w sprawie, która tak bardzo poruszyła moje serce. Urodziłem się i mieszkam w Oświęcimiu – mieście, które liczy 750 lat, ale wszyscy kojarzą je z niechlubną historią sprzed niecałego wieku. Wielu ludzi, zwiedzając obóz, pyta: „Dlaczego nikt nic nie zrobił?”. Chęć założenia grupy Polska dla Alfie Evans zrodziła się właśnie z taką myślą – żeby kiedyś nie można było powiedzieć, że nikt nic nie zrobił. Do grupy trafiło wielu wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja i całe grono administratorów przeżywali tę tragedię bardzo osobiście. Siedzieliśmy przy komputerach i telefonach po 16– 20 godzin na dobę. Zarywaliśmy nasze życie prywatne i zawodowe, walcząc jak lwy o własne dziecko. Jest to ruch, który kojarzył mi się z Solidarnością, obaleniem komuny, ale też z chwilami, kiedy cały nasz naród trwał wspólnie, ponad podziałami, w momencie odejścia naszego papieża Jana Pawła II.

Byliście w kontakcie z rodziną?

Bardzo szybko, bo już w środę następnego dnia udało nam się nawiązać kontakt z rodziną. Na nasze ręce składali oni podziękowania za wsparcie, obecność, ale też prosili o modlitwę czy konkretną pomoc. Wspólnie – grupowo – udało nam się dostarczyć do szpitala potrzebny pilnie antybiotyk. Osobiście pilotowałem na telefonie całą akcję. Zadziwiające i niesamowite było to, że dostarczenie leku deklarowali ludzie, którzy byli w stanie wsiąść w samochód w środku nocy, w tygodniu i jechać nawet cztery godziny w jedną stronę po to, by ratować ludzkie życie. Pomoc konkretną z potrzebnym antybiotykiem zadeklarowało ponad 20 osób. Wybraliśmy dwie, trzy z tych, które były najbliżej. Na pewnym etapie, kiedy darczyńca był już pod szpitalem, przekazałem kontakt bezpośrednio do rodziny. Później dostaliśmy SMS-a z informacją, że przesyłka dotarła i z podziękowaniem. To było niesamowite zjednoczenie i wspólna walka. Takich momentów było więcej. Bardzo mocno w pamięci utkwił mi też moment, kiedy 25 kwietnia rodzina poprosiła o modlitwę. Stan Alfiego chwilowo się pogorszył, ale nie chcąc siać paniki, mieliśmy nie udostępniać szczegółów – tylko prosić o modlitwę. Czułem, że ludzie są z nami, że się modlą… wtedy jeszcze udało się nam wymodlić poprawę.

Mieliście jednak chwile zwątpienia…

Udało nam się również przygotować plakaty. Dwukrotnie mieliśmy je publikować. Za pierwszym razem, 26 kwietnia, przeszkodził nam bardzo mocny komunikat, który napisaliśmy. Zaraz po nim pojawiła się bardzo mocna presja, również wewnątrz grupy administratorów. Do końca nie wiedząc, jaka była wola rodziny, postanowiliśmy wycofać informację. Dzisiaj wiem, że była to zła decyzja. Wiem, że w zasadzie była to dokładna przepowiednia tego, co się stanie.

Do czego jest potrzebny temu systemowi taki precedens?

Precedens tak głośny będzie „łatwy, miły i przyjemny” w stosowaniu i powtarzaniu. Precedens wprowadzany krok po kroku coraz dalej i śmielej doprowadzi najprawdopodobniej w ciągu jednej dekady czy dwóch do całkowitej eutanazji każdego obywatela, którego leczenie będzie długotrwałe, kosztowne oraz bez dużych szans na poprawę. Dałoby to budżetowi Wielkiej Brytanii miliardowe oszczędności każdego roku. Jesteśmy głęboko tym zaniepokojeni, tym bardziej że wielu naszych rodaków przebywa tam na stałe. Nasz niepokój jest większy tym bardziej, że sędzia Anthony Hayden stwierdził, że dla nich ważne jest to, gdzie osoba przebywa, a nie jakie ma obywatelstwo.

Dlaczego rodzina nagle ucichła?

Dostaliśmy też sygnały (które później się potwierdziły), że cała rodzina jest inwigilowana, więc oficjalnie nic nie może przekazać. Dlatego w piątek próbowaliśmy na nowo nawiązać komunikację bezpiecznymi (szyfrowanymi) kanałami. Zdarzyła się też wtedy bardzo dziwna sytuacja. Poprzez zupełnie przypadkowe i niewiarygodne dla mnie osoby zaczęły docierać komunikaty, że ktoś z rodziny próbuje się ze mną skontaktować. Było to o tyle dziwne i w na tyle trudnym czasie, że nie chciałem dać wiary, że to rzeczywiście prawdziwe kontakty. Zweryfikowanie kontaktu zajęło nam wiele godzin… Dostaliśmy informacje, żeby się wycofać ze szpitala, odsunąć od rodziny i przejść do cichego wsparcia. Daliśmy podejść się jak dzieci… Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, ale szpital użył podłego szantażu i terroru, by w majestacie patologicznego prawa dokonać mordu. Kiedy wszyscy „trochę się odsunęli”, Alfie dostał zastrzyki, po których jego funkcje życiowe zaczęły spadać aż do zatrzymania.

Okazuje się, że historia Alfiego nie jest niczym nowym.

Nikt z nas nie potrafił pojąć, jak można w tak barbarzyński i nieludzki sposób zgładzić czyjeś życie. Niestety prawda, która powoli wychodzi na jaw, jest tak porażająca, że ja osobiście nie mogę ciągle w nią uwierzyć, mimo że weryfikowałem, czy to nie fake news. Tam dzieje się na co dzień najczarniejszy z czarnych scenariuszy, którego normalny umysł nie jest w stanie pojąć, ale który tłumaczy po części zachowanie względem Alfiego oraz oburzenie Brytyjczyków, że tą sprawą ktokolwiek się interesuje. W pierwszej dekadzie obecnego wieku wprowadzone zostały ścieżki/opieka/oddziały LCP. Ich działanie polega na tym, że jeśli pacjent zostanie zakwalifikowany jako osoba, która jest ciężko chora i nie rokuje powrotu do zdrowia, zaprzestaje się jakichkolwiek terapii i wspierania życia. W tym chorym systemie nie znaczy to tylko zaprzestania podawania leków, odpięcia od aparatury podtrzymującej życie. Cywilizacja śmierci zabrania podawania tym ludziom pożywienia i wody. Średni czas życia na tych oddziałach wynosi 10 dni. Ponad 14 tys. długich, przepełnionych cierpieniem, potwornym pragnieniem, głodem minut. Ponad 14 tys. minut, które dla każdego trafiającego tam pacjenta są horrorem straszniejszym, niż mógłby wymyślić najbardziej zwichrowany umysł. Na tych oddziałach umierają osoby chore na raka, stare, ale też umierają z pragnienia dzieci, a nawet noworodki. Jedyne porównanie, jakie przychodzi mi do głowy, to cele śmierci w niemieckich obozach koncentracyjnych. Cały czas mam wrażenie, jakbym trwał w jakimś matrixie. Cały czas mam nadzieję, że to nie dzieje się naprawdę, że się obudzę w świecie, w którym nie ma prawa zdarzyć się taka rzecz… Ale niestety „witamy w prawdziwym świecie”. Po całym tym zajściu nie mam żadnego szacunku dla władz, rządu, izb parlamentu ani rodziny królewskiej.

Jaki będzie ciąg dalszy? Jest szansa na zmiany?

„Zakończenie” historii Alfiego jest dziwne i dla nas niezrozumiałe… Nagle zerwały się nam wszystkim kontakty, zmienili numery telefonów, nie odpisują na maile… Ludzie, którzy walczyli jak o własne dzieci… zostali pozostawieni „na ulicy”, bez zdania wyjaśnienia… Nie wiem, patrząc przez okrucieństwo LCP, może jednak przeciętnemu Brytyjczykowi wydaje się, że naszego Małego Wojownika i tak dotknęło szczęście szybkiej i bezbolesnej śmierci… Może być też tak, że najbliżsi są zastraszeni i sterroryzowani, działając tak, jak władza każe…

Źródło: facebook