Dwaj małoletni zostali zatrzymani w sprawie brutalnych pobić. Mężczyzna zmarł, kobieta jest w ciężkim stanie

0
306

Jedna osoba nie żyje, a druga walczy o życie. O brutalne pobicie podejrzewane są dzieci, jeden chłopiec ma 15 lat, drugi zaledwie 13.

Pan Henryk Hołysz miał 60 lat. Mieszkał z braćmi w rodzinnym domu pod Braniewem (woj. Warmińsko-Mazurskie). Nikomu nie wadził, żył skromnie, utrzymywał się z zasiłku. Ze względu na zły stan zdrowia był niezdolny do pracy. – Dwa lata temu miał udar – mówi Halina Gorgoń, siostra pana Henryka. – Długo leżał. Miał sparaliżowane palce. Ciągał nogą. Głowa też już nie ta. Wymagał opieki, dodaje kobieta.

15 maja, pan Henryk wyszedł z domu i już nie wrócił. Następnego dnia, nad rzeką, znaleziono jego ciało. Szybko okazało się, że mógł nie być jedyną ofiarą brutalnego ataku, do którego doszło wówczas w Braniewie. – Oficer dyżurny otrzymał informację, że przy placu Piłsudskiego leży kobieta. Na miejsce wysłano patrol policji. Funkcjonariusze udzielili niezbędnej pomocy 50-latce i wezwali pogotowie. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala w Elblągu. Podczas tej samej interwencji policjanci dostrzegli leżącego nieopodal mężczyznę, niestety 60-latek nie dawał oznak życia – mówi sierż. szt. Jolanta Sorkowicz, oficer prasowy braniewskiej policji.

Dzięki nagraniom z monitoringu, policjanci ustalili, że za atakami mogą stać ci sami sprawcy. Zatrzymano 13-letniego Dawida R. i 15-letniego Michała Z. Według ustalonych faktów, kobieta i mężczyzna, siedzieli i rozmawiali. Wtedy nastolatkowie ich zaatakowali. Po kobiecie leżącej na ziemi, napastnicy mieli skakać, bić ją pięściami. Mężczyznę potraktowali jeszcze brutalniej, został on uderzony betonową płytą. – Były ciosy zadawane otwartą dłonią, były uderzenia pięścią, pchnięcia i szarpanina – mówi Rajmund Kobiela, Prokurator Rejonowy w Braniewie.

Młodszy z zatrzymanych mieszkał z matką w okolicach Braniewa. Dotarliśmy do jego rodziny i sąsiadów. – Zwróciłem im kiedyś uwagę, to chcieli mnie pobić. Była agresja z jego strony. Powiedzieli mi: spie… ch… – opowiada jeden z sąsiadów. – Z Dawidem nigdy nie było problemów. Nie był agresywny. Dziecko było punktualne, nie kłamało, siedziało w domu. Zapoznał się z Michałem i dziecko zmieniło się – twierdzi ciotka Dawida. – Oni codziennie byli pod wpływem. Codziennie ćpali, codziennie pili – mówi ich znajomy.

Drugi z zatrzymanych od 2012 roku mieszkał w Katolickim Ośrodku Wsparcia dla Dzieci i Młodzieży w Braniewie. To uczeń jednej z lokalnych szkół. – Do tego roku szkolnego nie sprawiał problemów, reprezentował drużynę piłkarską – mówi Marek Czapliński, dyrektor gimnazjum nr 1 w Braniewie. – W pewnym momencie zauważyłem jego obojętność, jakby mu było wszystko jedno. Ostatni miesiąc nie chodził do szkoły. Informowaliśmy o wszystkim sąd. Przeprowadzaliśmy rozmowy nawet w obecności policjanta, opiekuna, pani pedagog – dodaje dyrektor. – Michała znam od małego. W szkole nauczyciele coś do niego mówili, a on nie reagował, miał wywalone i szedł na papierosa. To były łobuzy, razem kradli, razem ćpali – przekonuje znajomy Michała Z. – Jestem załamany – mówi Andrzej Z., ojciec Michała. – Dla mnie to był złoty chłopak. Matki nie ma. Koledzy gdzieś prowadzili i chodził, gdzieś wieczorem po mieście. Opierdzielałem go, co miałem jeszcze zrobić? Jak pojechałem do szpitala 12 marca, to po powrocie był już nie ten chłopak. Coś mu odbiło – dodaje mężczyzna.

Według sądu rodzinnego Michał Z. był agresywny już wcześniej. Miał wyłudzać pieniądze, zażywać narkotyki i uciekać z ośrodka, w którym przebywał. Dlatego w połowie kwietnia decyzją sądu skierował go do placówki o bardziej zaostrzonym rygorze. Chłopak nie zdążył tam jednak trafić. Decyzją sądu obaj podejrzani trafili do schroniska dla nieletnich. Tam będą czekać na rozprawę przed sądem rodzinnym. – Nieletni przyznali się do czynów, które są przedmiotem postępowania. – Dysponujemy zeznaniami, w których obaj opisują przebieg zdarzeń i wzajemnie się przerzucają odpowiedzialnością za to, co się stało zdarzenia – mówi prokurator.

Źródło: TVN Uwaga