„Domowa aborcja” zalegalizowana w Walii

0
415

Walijski sekretarz ds. zdrowia Vaughan Gething podjął decyzję, dzięki której wszystkie kobiety przerywające ciążę będą mogły przyjmować jeden ze środków niezbędnych do aborcji farmakologicznej w swoich domach. Ma im to pozwolić na to, by czuć się bardziej komfortowo niż w szpitalu i lepiej poradzić sobie z kłopotliwymi skutkami ubocznymi leków. Podobne prawo obowiązuje już od października w Szkocji. Wcześniej na to samo pozwoliła Szwecja i Francja.

Dzięki nowemu prawu dotyczącemu aborcji w Walii kobiety na wczesnym etapie ciąży (do 9. tygodnia) będą mogły samodzielnie przyjmować w warunkach domowych mizoprostol, czyli drugi z zestawu farmaceutyków zalecanych w celu przerwania ciąży. Pierwszy lek – mifepriston, który blokuje działanie progesteronu (hormonu wpływającego na utrzymanie ciąży) – będzie im podawany w szpitalu. Skąd taki pomysł?

Do tej pory ciężarne zdecydowane na to, by dokonać farmakologicznej aborcji, musiały dwukrotnie stawiać się w szpitalu, by zażyć dwie tabletki powodujące przerwanie ciąży. Trzeba je przyjąć w odstępie 24, 48 lub maksymalnie 72 godzin. Problem polegał dotąd głównie na tym, że w ciągu mniej więcej godziny od spożycia drugiej pigułki u kobiet może dochodzić do silnego krwawienia, wymiotów i skurczów. Na te dolegliwości narażone były zwykle… podczas transportu do domu – np. w środkach komunikacji miejskiej, taksówkach, własnych samochodach lub po prostu na ulicy. Ze względu na to, że nie wszystkie panie reagują równie szybko, ciężko określić moment, w którym może dojść do trudnych do opanowania przypadłości.

– To jest bardzo kłopotliwe, bo nigdy nie wiadomo, kiedy dokładnie pojawią się te dolegliwości – potwierdza w rozmowie z BBC Bronwen Davies, emerytowana pielęgniarka, działająca aktywnie w stowarzyszeniu Abortion Rights Cardiff. Wiele osób narażonych jest z tego powodu na przeżywanie niepotrzebnej traumy, której ryzyko można ograniczyć poprzez opcję dopuszczającą możliwość zażywania drugiej tabletki w domu i wykluczenie konieczności drugiej wizyty w szpitalu (oraz uciążliwej drogi powrotnej).

Za sprawą nowych przepisów, które wprowadzono w Walii, kobiety będą mieć wybór, czy chcą zażyć drugą z tabletek niezbędnych do aborcji farmakologicznej w szpitalu, czy w swoim własnym miejscu zamieszkania, gdzie będą musiały same poradzić sobie z wymiotami i krwawieniem, które mogą nastąpić w efekcie przyjęcia mizoprostolu.

Podobne prawo obowiązuje już od października 2017 roku w Szkocji. Wcześniej wprowadziła je Szwecja i Francja. Jak tłumaczy walijski sekretarz ds. zdrowia Vaughan Gething, który podjął decyzję w tej sprawie po wielu konsultacjach z lekarzami oraz organizacjami działającymi na rzecz kobiet:

Ta zmiana w praktyce oznacza dodatkowy wybór dla kobiet zdecydowanych na aborcję i umożliwia im dokończenie tego procesu w środowisku, w którym czują się najlepiej, czyli we własnym domu. Nie ma żadnych medycznych powodów, które przemawiałyby za tym, by odmawiać opcji zażywania jednego z leków w swoim miejscu zamieszkania. Środek ten może tam zadziałać skutecznie i jest bezpieczny. Zakazywanie takiej możliwości ma podłoże wyłącznie polityczne.

Na łamach „BMJ Sexual & Reproductive Health” prof. Lesley Regan, dr Asha Kasliwal oraz dr Jonathan Lord zarekomendowali z kolei, by wszystkie kobiety w Wielkiej Brytanii miały prawo do tego, by zażywać drugą pigułkę niezbędną do aborcji farmakologicznej w miejscu, w którym na co dzień mieszkają, ponieważ obecne przepisy „narażają je na cierpienie oraz traumę, której można uniknąć, wprowadzając możliwość przyjmowania jednej z tabletek w domu”. Ich zdaniem „nie można usprawiedliwiać odbierania im tego przywileju, chyba że celem władz jest ukaranie kobiet dokonujących legalnej aborcji”.

Źródło: RadioZET