Skatowany 2,5-letni Piotruś z Rypina. Zarzuty usłyszała także matka

0
419

2,5-letni Piotruś w marcu br. trafił z licznymi złamaniami do szpitala dziecięcego w Toruniu. Lekarze przez kilka godzin scalali mu kości. Najpierw zarzuty znęcania się nad chłopcem usłyszał konkubent matki. Teraz prokuratura postawiła zarzuty również kobiecie.

Prokuratura Rejonowa w Rypinie nie ma wątpliwości, że cierpienie dziecka trwało kilka miesięcy. – Zabezpieczono pełną dokumentację lekarską ze szpitala dziecięcego w Toruniu, w oparciu o którą powołany w sprawie biegły lekarz wydał opinię sądowo – lekarską. Określił w niej, że całość stwierdzonych obrażeń u dziecka jest wynikiem stosowania przemocy fizycznej wobec chłopczyka i nosi zdaniem biegłego znamiona „zespołu dziecka maltretowanego” – informuje prokurator Wojciech Fabisiak.

28 marca został zatrzymany Radosław K., konkubent matki. Śledczy przedstawili mu zarzut znęcania się nad Piotrusiem ze szczególnym okrucieństwem. Dziecko było bite po głowie i ciele tępym narzędziem przynajmniej od sierpnia 2017 roku. Chłopiec do szpitala trafił m.in. z połamanymi nogami. Mężczyzna do winy przyznał się tylko częściowo. – Biłem, ale tylko otwartą dłonią – twierdził. Jak powiedział, powodem jego agresji był płacz Piotrusia.

Dziś wiadomo, że prokuratorskie zarzuty usłyszała również Julia W., matka dziecka. – Zarzucono jej fizyczne i psychiczne znęcanie się nad dzieckiem w okresie od czerwca 2017 roku do 23 marca 2018 roku. Przesłuchana w charakterze podejrzanej Julia W. nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej przestępstwa i złożyła obszerne wyjaśnienia – dodaje prokurator Fabisiak.

Według babci Piotrusia 25-latek znęcał się nad chłopcem od chwili, kiedy jej córka z wnukiem wyprowadzili się z jej mieszkania, czyli od lipca 2017 roku. – W mojej obecności Piotruś raz był uderzony przez partnera córki. Ze względu na to musiała się wyprowadzić, bo jej facet mi nie odpowiadał – opowiada kobieta. – Pół roku odgrażał mi się, nie widziałam wnuka. Słyszałam tylko tyle, co ludzie mi powiedzieli. Już rok temu zgłaszam tę sytuację do różnych instytucji. Zostałam potraktowana jak wariatka, bo to mój pierwszy wnuczek, więc ja sobie wymyślam – dodaje babcia 2,5-latka. Według kobiety, jej córka kryła swojego partnera. Z tego powodu babcia postanowiła zeznawać w sądzie i starać się o opiekę nad dzieckiem, które wymaga diagnozowania w związku z podejrzeniem autyzmu.

Rodzina była objęta pomocą MOPSu, odwiedzał ją też asystent. W tej sprawie zostało przesłuchanych wiele osób. Nikomu z pracowników socjalnych nie postawiono zarzutów niedopełnienia obowiązków. Kierowniczka była wstrząśnięta tym, co stało się z chłopcem. Zapewnia, że babcia chłopca nigdy nie zgłaszała pracownikom socjalnym, że podejrzewa złe traktowanie dziecka przez konkubenta. – Na każdy sygnał dotyczący przemocy, nawet anonimowy, reagujemy. Tutaj takiego sygnału nie było – mówi Marta Kubas – Trędewicz, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rypinie.

W marcu 2,5-letek z licznymi złamaniami trafił do szpitala dziecięcego w Toruniu, gdzie przeszedł sześciogodzinną operację. – Tyle trwało zespalanie kości. Przy wieloodłamowych złamaniach lekarze używają śrub, drutów i innych elementów po to, by kości się nie przemieszczały – tłumaczy dr Janusz Mielcarek, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu. Po zabiegu chłopczyk musiał być podłączony do respiratora. Jego stan określano jako ciężki, ale stabilny. Po wybudzeniu następowała poprawa i 5 kwietnia dziecko wypisano. Matce zostały odebrane w pełni prawa rodzicielskie.