Bartuś umierał w męczarniach. Matka ze spokojem patrzyła jak partner katuje dziecko

0
413



Bartuś został bestialsko zakatowany przez swojego ojczyma. Matka patrzyła trzy dni na cierpienie swojego synka, na jego błagania, ból, na posiniaczone ciałko i mimo, że przez ten czas niejednokrotnie miała szanse na uratowanie chłopca, nie zrobiła nic. Ze spokojem patrzyła na jego męczeńska smierć.

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij go, w ten sposób pomożesz nam w rozwijaniu portalu. Dzięki!

Iwona K. – matka Bartusia, przyniosła syna do szpitala w Kamiennej Górze. Ten nie dawał oznak życia. Lekarzom mimo podjętej akcji ratunkowej nie udało się przywrócić mu życia. Prawdopodobnie nie żył już od kilkudziesięciu minut. Bartus odszedł mając zaledwie 3,5 roku.
Do tej potwornej tragedii doszło w maju 2008 roku. Koszmar chłopca zaczął się jednak znacznie wcześniej, gdy Iwona K. zamieszkała z Mariuszem V. w zaledwie miesiąc od ich pierwszego spotkania. Zamieszkał z nimi również syn kobiety, który był jednym z jej szesciorga dzieci. Najmłodszym. Pozostałe dzieci przebywały w domu dziecka, jedno zaginęło w tajemniczych okolicznościach.
Pierwszy raz konkubent matki podniósł rękę już w marcu 2008 roku, potem w kwietniu. Ale Iwona K. nie reagowała, z obojętnością patrzyła jak Mariusz V. znęca się nas jej synkiem. Chłopiec był brutalnie bity pod byle pretekstem, np gdy malec nie chciał pójść do toalety. Kiedy przy obiedzie chłopczyk zaczął marudzić, ten ścisnął go za rękę i wyprowadził. Z całej siły ciskając malca na łóżko.
Przerażonemu chłopcu wypadło z buzi jedzenie – Wujek nie bij! Za co mnie bijesz?!? – Bartus zanosił się głośnym płaczem. Kulił się ze strachu, małymi rączkami zakrywał przed ciosami, które padały na jego drobne ciało. Mariusz nie zważał na zawodzenie malca, z całych sił bił go na oslep kablem. Kiedy malec osunął się na podłogę zwyrodnialec zaczął wymierzać mu kopniaki. Otwarta ręka bił dziecko po twarzy. Matka bezczynnie przyglądała się gehennie, nie przejęła się nawet wówczas gdy malec zaczął skarżyć się na bóle brzucha.



Dzień później sytuacja się powtórzyła. Mariusz V. znowu znęcał się nad bezbronnym chłopcem. Tak mocno bił chłopca, ze ten uderzył główka w piec kaflowy. Nazajutrz identycznie. Furiat okładał kablem siedzącego na łóżku chłopca. Kopał po nogach, plecach. Bił po kilka godzin, systematycznie.
Zabójca katował go pasem ze sprzączka, gumowym wężem, kablem, bił pięściami po genitaliach. Gdy zmaltretowane dziecko dostało biegunki było karane. Oprawca nie przestawał go bić, choć skora chłopca popękała od razów. Chłopiec nie miał już siły płakać. Aby uniknąć dalszego katowania, chłopiec położył się w łóżeczku i już tylko leżał cichutko. W nocy dostał biegunki, wysokiej gorączki, majaczył. Jedynym ludzkim odruchem ze strony matki, było zaniesienie konającego dziecka na pogotowie. Choć lekarze stwierdzili, ze dziecko już nie żyło od dłuższego czasu.
Jak wykazała sekcja zwłok, chłopczyk był maltretowany od kilku miesięcy. Dziecko zmarło z powodu odniesionych obrażeń – m.in. obrzęku i krwiaka mózgu oraz krwotoku wewnętrznego w okolicach lędźwiowych. Na ciele chłopca nie było miejsca bez rany, miał uraz czaszki, oka, jądra wypełnione krwią. Lista obrażeń zawierała pełna kartkę maszynopisu.
Oprawca chłopca został skazany na dożywocie za zabójstwo ze szczegółowym okrucieństwem. Matkę chłopczyka za pomocnictwo w zabójstwie sąd skazał na 15 lat pozbawienia wolności. Żadne z nich nie poczuwa się do winy, twierdząc ze wyroki jakie otrzymali są zbyt surowe.
Na jednej z facebookowych grup powstała inicjatywa postawienia nowego grobu dla chłopczyka. – Walczymy o pamięć tych dzieci i jeśli ich groby są zaniedbane chcemy zrobić coś nowego – zaczyna rozmowę z dziennikarzem Kryminalnej Polski pani Ewa Stawska, inicjatorka społecznościowej zbiórki. – Kiedy poznałam historie innego chłopca Oskarka Małgorzaciaka, która wstrząsnęła mną okrutnie zdecydowałam się coś zrobić. Cokolwiek. Tak powstała nasza facebookowa grupa „Ku pamięci zakatowanym dzieciom”, która prowadzę wspólnie z równie zaangażowanymi osobami – kontynuuje pani Ewa.
– Kilka osób pytało mnie jak może wyglądać grób Bartusia. Sprawdziłam to i niestety nie wyglądał zbyt dobrze. Właściwie to sama płyta, bez dat. Kiedy opublikowałam zdjęcia tego nagrobka, napisało do mnie kilka osób, które zaoferowały, że w razie pomysłu odnowienia grobu chętnie wesprą tą inicjatywę – dodaje pani Ewa. – Uważam z cała stanowczością, ze te dzieci, którym zabrano życie w sposób tak bestialski i nieludzki w pełni zasługują na ich upamiętnienie pięknym nagrobkiem. Ich miejsce spoczynku powinno być zadbane, schludne, zapamiętane.
Pani Ewa już wcześniej, z własnych pieniędzy, ufundowała grób wspomnianemu wyżej Oskarowi. – Bardzo osobiście traktuje ta tragedie i uważam, ze są to najlepiej wydane pieniądze w moim życiu. Odwiedziłam Oskarka w sierpniu i bardzo cieszy mnie to, że spoczywa w pięknym miejscu do którego powstania się przyczyniłam. Można powiedzieć, ze to Oskarek zapoczątkował to, co teraz robimy wspólnie z osobami z grupy – mówi ze łzami w oczach pani Ewa.



Źródło: Kryminalna Polska