Wypadek premier Beaty Szydło. Zakończono śledztwo, ale żaden z śledczych nie chciał się pod tym podpisać

0
436

Decyzję o zamknięciu śledztwa i uznaniu winy 21-letniego Sebastiana K., kierowcy seicento, podjął szef krakowskiej Prokuratury Okręgowej. Według nieoficjalnych informacji, śledczy mieli inną koncepcję zakończenia postępowania.

Śledztwo ws. wypadku premier Szydło zakończono zaledwie kilka dni po tym, jak zdecydowano o jego przedłużeniu do 10 kwietnia. Jak mówił PAP prokurator Rafał Babiński, jeżeli prokuratorzy uznają, że „okoliczności sprawy i warunki związane z osobą sprawcy” pozwolą na warunkowe umorzenie, to się nad tym zastanowią.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, śledczy nie chcieli przypisać całej winy Sebastianowi K., ale obciążyć też kierowcę rządowego samochodu. W ich planach było również zbadanie wiarygodności funkcjonariuszy BOR twierdzących, że kolumna miała włączone sygnały dźwiękowe. Świadkowie twierdzą, że ich nie słyszeli.

Gazeta zauważa, że pod decyzją nie podpisał się żaden ze śledczych, ale ich przełożony. Jak wyjaśnia rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko, postanowienie zostało przygotowane przez prowadzących sprawę prokuratorów, ale podpisał je szef prokuratury, ponieważ kierownik zespołu był na urlopie. I dodaje „Rzeczpospolitej”, że podpis szefa nie jest niczym nadzwyczajnym. Tym bardziej, że była to kluczowa decyzja.

Jednak według gazety, trójka prokuratorów, która prowadziła postępowanie, dwa dni przed ogłoszeniem zakończenia śledztwa złożyła wnioski o wyłączenie ze sprawy. Decyzję mieli podjąć, bo nie mogli dojść do porozumienia ze swoim przełożonym, szefem krakowskiej prokuratury okręgowej Rafałem Babińskim.

Do wypadku Beaty Szydło doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto premier. Samochód ten następnie uderzyło w drzewo. Kierowca seicento usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania. Nie przyznał się do winy.

Śledczy ustalili, że Sebastian K., nie zachował należytej ostrożności. Z ustaleń wynika, że kolumna jechała z prędkością 58 km/h i miała włączone sygnały świetlne. Natomiast nie ma jednoznacznych dowodów, że działały sygnały dźwiękowe. Zeznania świadków i funkcjonariuszy BOR są różne, ale uznano, że nie wpływa to na ustalenie, kto zawinił.

Źródło: wp.pl